Spódnica z obrusu po raz pierwszy

Jeszcze z obrusu nie szyłam :)  
Powstała z koła. Po uszyciu zafarbowałam na szafirowy-turkus ale że wyszło nie równomiernie ponownie zafarbowałam tym razem na czerwono.
 
Tak jak pisałam wcześniej mój proces twórczy jest nieco dziwny. Mam zaczętych milion rzeczy i jestem uzależniona od farbowania a połączenie tych dwóch rzeczy to mieszanka wybuchowa, dlaczego? najpierw spódnica a potem szybciutko tłumaczę. 









Teraz czas na wyjaśnienie (dalej czytacie na własną odpowiedzialność) jak powstała m.in. ta spódnica.
Ze stosiku wykrojonych nie skończonych rzeczy wybieram spodnie damskie niebieskie aby je dokończyć, stwierdzam jednak że kolor jest za niebieski i chcę go zmienić czyli farbujemy :) ale żeby nie było szkoda barwnika to dokroję jeszcze spódnicę z koła i razem zafarbuje wszystko, w końcu garnek mam teraz taki duży że ho ho :) Tym sposobem mam kolejną zaczętą nie skończoną rzecz :)

Innym razem chcę zafarbować spódnicę na zielono i myślę turkus będzie ok ale okazuje się że jest niebieski (mimo zielonego koloru na opakowaniu) dodaję kolejny barwnik, tym razem szafirowy z nadzieją na jakiś ciekawy kolor ale zrobił się jeszcze bardziej niebieski. Pech chciał że chciałam zafarbować niebieską spódnicę a na niebiesko farbować niebieski to chyba nie za bardzo :) więc lecę wykroić spodnie z jakiejś białej zasłony, żeby nie zmarnować barwnika. A że gar mam duży to od razu dorzucę jeszcze świeżo skrojoną spódnicę z prostokąta

A potem:


Tego już się chyba nie leczy :)

Obrus, jakiś taki dziwny i w dodatku pożółkły, no trzeba było coś z nim zrobić :)


Pierwszy kolor bardzo mi się spodobał ale po wyschnięciu okazało się że jest w paski i to nie równomierne więc mówi się trudno i dalej farbujemy :)


A jak wygląda to u Was, też takie szaleństwo czy raczej opanowanie i spokój? :)

Zdjęcia w plenerze: Dawid Kacmajor